Wyjście smoka, czyli sposób na nie zawsze łatwe pożegnanie.


Podobno są dzieci, które same dojrzewają do decyzji. Oddają ukochany przedmiot – czasami żegnają się czule a czasami kończą przygodę bez wielkiego “halo”. I temat jest dla całej rodziny zamknięty. Nasze dzieci do nich nie należą. Zarówno Antek, jak i Nina mocno ukochali sobie smoczka i ostatecznie to do nas należała decyzja o uporaniu się z przyzwyczajeniem i emocjonalnym przywiązaniem. Sposobów na pożegnanie ze smoczkiem jest wiele. Powiem Wam, jaki my wybraliśmy z Antkiem i właśnie realizujemy z Niną.

W obu przypadkach smoczek był używany przez dzieciaki do około 2,5 roku. Dlaczego (aż) tyle? Czas odzwyczajenia to bardzo indywidualna sprawa. Specjaliści mówią o 5-6 a najpóźniej 18-24 miesiącem życia dziecka. Kiedy przyzwyczajenie nie jest silne a większa potrzeba ssania zanika, lub kiedy dziecko jest na tyle duże, aby poradzić sobie emocjonalnie ze “stratą”.

Generalnie im szybciej nastąpi pożegnanie, tym lepiej. Zbyt długie i intensywne ssanie może doprowadzić do odkształcenia podniebienia, wady zgryzu i hamowania rozwoju mowy. Sami jednak wiecie, że okresy ząbkowania, skoków rozwojowych i chorób to trudne chwile dla wszystkich a uspokajający smoczek to dobry pomocnik. Nie jestem zwolennikiem ani zbyt szybkiego odzwyczajania na siłę, ani bezmyślnego wpychania dziecku smoczka za każdym razem, gdy na jego twarzy zauważymy grymas niezadowolenia. Jednak przyspieszanie czegokolwiek, wbrew nam i naszym dzieciom, może tylko utrudnić życie i wprowadzić niepotrzebny stres.

Kiedy?

Z doświadczenia wiem, że musi to być moment dobry dla wszystkich. Kondycja dziecka jest tak samo ważna, jak przygotowanie rodziców. Trzeba wybrać spokojny czas, żeby uniknąć kumulacji stresów – na pewno nie żegnać butelki, pieluchy i smoczka w jednym czasie. Unikać momentów, gdy mama wraca do pracy albo kiedy dziecko zaczyna adaptację w żłobku/przedszkolu. Po prostu trzeba pożegnanie wspólnie przygotować:

  • ograniczać używanie smoczka w dzień – odciągać uwagę zabawą i nauczyć się uspokajać dziecko w inny sposób, np. tuleniem, głaskaniem, całowaniem, zachęceniem do przytulenia ulubionego pluszaka itp. To wymaga dużej dyscypliny rodzica, bo przecież my też wyrobiliśmy w sobie nawyk podawania smoczka w kryzysowej sytuacji.
  • regularnie wspominać o pożegnaniu smoczka w przyszłości – większe dzieci doskonale nas zrozumieją. Pewnie z początku będą reagowały sprzeciwem, ale podkreślanie, że są już duże i w wielu przypadkach samodzielne, w końcu zacznie do nich docierać.
  • ustalić sposób pożegnania smoczka i plan działania na pierwsze, zapewne trudne chwile – oczywiście nasze najczarniejsze scenariusze nie muszą się spełnić. Myślę jednak, że najlepiej być przygotowanym na płacz, rozpacz i błagania o smoczek a miło się “rozczarować”, niż być kompletnie zaskoczonym reakcją dziecka. Jeśli będzie źle, możemy zacząć wątpić a to już prosta droga do poddania się i oddania smoczka.
  • pamietać o najważniejszym – po schowaniu/wyrzuceniu smoczka nie ma już odwrotu. Musimy być silni i konsekwentni. Nie ma nic gorszego, niż mącenie dziecku w głowie – odbieranie i oddawanie smoczka. Pamiętać trzeba o jednym – to można i da się przetrwać.

Jaki sposób jest najlepszy?

Pewna w tym wszystkim jest tylko jedna rzecz – nasza siła i konsekwencja. Bo sposobów na odzwyczajenie od smoczka jest tyle, ile rodziców. U jednych sprawdzi się okazja, kiedy smoczek się zniszczy. Nie można go używać, trzeba wyrzucić. Inna opcja to tłumaczenie, że nadszedł czas i wspólnie pozbywamy się “delikwenta”. A jeszcze kolejna to np. wykorzystanie podróży i wyjaśnienie po powrocie do domu, że smoczek został daleko i już go nie ma.

U nas sprawdził się jeszcze inny sposób. Wprowadziliśmy historię o wróżce smoczkowej, która podobnie jak wróżka zębuszka, odwiedza duże dzieci i zostawia im upominek w zamian za smoczki. Te trafiają do maluszków, które ich bardzo potrzebują. Zdaję sobie sprawę, że taka metoda może zostać uznana za manipulowanie dzieckiem – bo otrzymuje prezent, albo że zmuszane jest do dzielenia się swoją ukochaną rzeczą.

Dla nas pluszak od wróżki jest formą osłodzenia trudnych chwil i zrekompensowanie bolesnej straty. To, że dziecko zrozumie, że jest już na tyle duże, że nie musi używać smoczka nie oznacza, że samo sobie przepowie do rozsądku, zaciśnie zęby i przyjmie to jak dorosły. Jeśli przyzwyczajenie jest silne, to zmiana będzie dla niego odczuwalna. Uważam też, że odwołanie się do niemowląt i ich potrzeb dodatkowo pomaga dziecku w zrozumieniu, że ono jest inne, starsze. Kwestia dzielenia się czymś, czego nie potrzebujemy jest dla mnie równie ważna w pokazaniu dziecku, czym jest pomoc innym. Nauka wczesna, ale przecież bardzo potrzebna.

Z Antkiem zadaliśmy sobie sporo trudu.

A wyglądało to tak, że kilka dni przed pożegnaniem przygotowaliśmy list od wróżki. Pisała, że za kilka dni przybędzie i prosi o włożenie smoczków do koszyczka i wystawienie go rano za okno. Wieczorem po kąpieli sprawdziliśmy koszyk a w nim był wcześniej włożony pluszak i list od wróżki. W nim wyjaśniła, że miś jest prezentem i będzie dzielnie pomagał, gdy Antkowi będzie smutno. Smoczków oczywiście już nie było.

Pierwszego wieczoru był delikatny płacz i prośby o smoczek. W nocy jedna pobudka. Następnego dnia był już tylko smutek, Antek sporadycznie pytał, ale był pogodzony z sytuacją. Tulił misia przed snem, my byliśmy blisko i pocieszaliśmy za każdym razem. Po trzech dniach po tęsknocie nie było śladu i wspólnie odnieśliśmy sukces.

I przyszedł czas na Ninę. Po przejściach z butelką, sama nie wiedziałam, czego się spodziewać. Smoczek był obecny z przerwami przez cały dzień, zwłaszcza gdy pod wieczór była solidnie zmęczona. Zasypiała tylko z nim i choć większość nocy leżał obok, budziła się raz i go szukała. Widząc jej przyzwyczajenie, nie spodziewałam się łatwej przeprawy a tymczasem ….

Cud!

Przed piątkowym zaśnięciem zapytała o niego raz. W nocy nie zbudziła się wcale, co mnie naprawdę zaskoczyło. W sobotę tylko dwa razy poprosiła o smoczek. Później w rozmowie z babcią przyznała, że jest już duża i już go nie używa. Podobnie dzisiaj.

No przyznacie, że to niezła niespodzianka jak na kogoś, kto używał smoka od urodzenia, dzień w dzień. Myślę, że powodzenie akcji odzwyczajania w dużej części zależy od dziecka – jego wieku, charakteru, wrażliwości itp. Wystarczy porównać reakcję Antka i Niny, które w końcu były różne. Uważam jednak, że dużo pomógł wybrany przez nas sposób. Oboje mieli okazję oswoić się z myślą, że smoczek pewnego dnia zniknie. Nie było zaskoczenia, niespodziewanej zmiany z dnia na dzień. I były też dwa konkretne powody pożegnania – ich wiek a w zasadzie zrozumienie, że są starsi i samodzielni niż maluchy oraz, że ich smoczki trafią do kogoś, kto ich potrzebuje, jak oni kiedyś.

Jeśli odstawienie od smoczka jeszcze przed Wami, gorąco polecam Wam naszą metodę. Nie gwarantuje ona, że będzie lekko, ale po moich 2,5-letnich dzieciach widzę, że byli gotowi i dobrze rozpoznaliśmy czas na pożegnanie.

(zdjęcie: flickr.com; autor: nerissa’s ring)

Previous Moje zakupowe życzenia na 2017.
Next Ważny element leczenia, o którym zazwyczaj nie wspominają lekarze.

Suggested Posts

Moje biuro domowe (vol. 2).

Idealny upominek dla każdej Mamy.

Hello Monday!

Zwierzaki pocieszają!

Chyba byłam grzeczna, czyli moje prezenty gwiazdkowe.

Lato 2014