Bądźcie mądrzejsi i nie fundujcie tego swoim dzieciom!


Powinnam skakać z radości i wykrzykiwać nasz sukces na cztery strony świata. Bo to, co udało nam się w miniony weekend jest, jak to mawiają za oceanem: “a big deal”. I rzeczywiście jestem przeszczęśliwa i dumna, nie tylko z Niny, ale i z naszej dwójki. Tylko, że trudno cieszyć się na 100% z czegoś, co budzi też wstyd i ogromne wyrzuty sumienia!

Ale zacznijmy od początku … Pamiętacie jeszcze mój wpis o tym, że Nina często budzi się w nocy, domagając się butelki z napojem? Możecie go przeczytać TUTAJ. Szukałam go w zeszłym tygodniu i zaniemówiłam widząc, że pisałam go w lutym. W LUTYM! Ponad pół roku temu. Od tego czasu, pomimo konkretnego planu i świadomości, że picie nawykowe to nic dobrego i trzeba się nim zająć, nie zrobiliśmy nic! Zaczęliśmy z pełną motywacją i przez dwie noce podawaliśmy do picia wodę. A potem zaczęły się wymówki … Bo choroba, bo zęby, bo wyjazd. Bo, bo, bo!

A później zapomnieliśmy w ogóle o sprawie. Tak było wygodniej dla wszystkich. Nina wyciszała się butelką w nocy a w ciągu dnia zestaw butelka + smoczek szybko uspokajał wybuchowy charakter naszej 2-latki. Na własne życzenie butla zaczęła grać w naszym domu pierwsze skrzypce. Towarzyszyła nam wszędzie, bo lepiej nie dopuścić do sytuacji, gdy jej zabraknie …. Zawsze blisko, w pogotowiu – w samochodzie, w restauracji, u Dziadków, na spacerze. Obłęd, z którego nie zdawaliśmy sobie sprawy, bo tak jak Nina, po prostu się przyzwyczailiśmy. Niby wiedzieliśmy, że to nie może trwać wiecznie a jednak odkładaliśmy problem na później. Ja na pewno.

W zeszłym tygodniu, po kolejnej z tych nocy, kiedy sen przeplatał się z podawaniem butelki na wpół-świadome hasło piciu …., przejrzeliśmy na oczy. Koniec z butlą, bo to właśnie ona i silne przywiązanie Niny, nie dawały nam spać. Nie będę mówić, że 2-letnie dziecko nie powinno się już budzić w nocy, bo każdy maluch jest inny a wybudzanie się może mieć różne podłoża. Antek zaczął przesypiać noce w wieku 3 lat, butelki w ogóle nie używał a ze smoczkiem pożegnał się już wcześniej. Zrozumiałam, jak mocno zabrnęliśmy i że musimy pomóc Ninie w pozbyciu się uciążliwego (również dla niej) nawyku.

Jak się do tego zabraliśmy? Przede wszystkim niemal z dnia na dzień. Na dwa dni przed weekendem wspominałam Ninie, że nadchodzi czas oddania butelki małym dzieciom. One potrzebują jej bardziej niż ona. Były jakieś grymasy i ciche protesty, ale nic poza tym. Cała akcja przebiegła szybko:

Dzień 1 (piątek): Poranne pożegnanie z butelką. Całusy i te sprawy. Wybór jednego z trzech różnych kubków. Nina wybrała taki ze słomką. Cały dzień przebiegł bez problemów a butelka ani razu nie została wspomniana. Tego dnia nie było drzemki, więc nie mieliśmy okazji sprawdzić, jak z wyciszaniem do snu. Wieczorny rytuał przebiegał, jak zwykle: kąpiel, czytanie, melodia … i brak jednego, ważnego elementu. Nina marudziła, popłakiwała i domagała się butelki. Zasnęła po 10 minutach wtulona w M.

Noc 1: To był horror, tyle Wam powiem. Pierwszy raz obudziła się już o 22:30 i dwie godziny płakała, wrzeszczała, biła nas i wypychała z łóżka, żebyśmy przynieśli picie. Najpierw wyłam razem z nią, potem byłam bliska poddania się. Nosiliśmy ją po domu, bo w łóżku nie dawała się przytulić i wyciszyć. Pomyśleliśmy, że być może faktycznie chce jej się pić, więc przygotowaliśmy zwykły kubek z odrobiną wody/soku. Na jego widok złościła się jeszcze bardziej … I w sumie to był dla nas znak, że to wcale nie chodzi o pragnienie. W końcu usnęła, ale po 2 godzinach znów zaczęła się wiercić. Resztę nocy spędziła z M. w drugim pokoju, budząc się jeszcze na krótko ze dwa razy. Z kubka napiła się raz, na siedząco.

Dzień 2: Radość na widok kubka ze słomką rano była ogromna! Cały dzień był w porządku, o butelce nie było słowa. Na drzemkę musieliśmy iść we trójkę, ale Nina zasnęła po krótkim marudzeniu. Myślę, że ja byłam w gorszym nastroju niż Nina. Wykończona po nocy, z wizją kolejnej z dramatami. I jakaś myśl z tyłu głowy, że dla dziecka to jednak ciężkie przeżycie i duży stres …

Noc 2: Bałam się jej jak cholera a nie było już tak źle. Zasypianie poszło o wiele łatwiej, znów M. musiał nam asystować. Przebudziła się ze dwa razy i raz wzięła łyczek z kubka.

Dzień 3: Bardzo fajny dzień, bez śladów wcześniejszych przejść. Za to z dużą dawką samodyscypliny dla nas. Pilnowaliśmy się, żeby podawać Ninie różne kubki a nie przyzwyczajać znów do jednego. I nie zabieraliśmy picia na spacer/do Dziadków. Piła i pije do dzisiaj z różnych kubków.

Noc 3: To był obłęd, taki pozytywny! Cała noc przespana, bez ani jednego wybudzenia. Pierwsza taka od ponad roku a w sumie 3. w całym życiu Niny. Szooook! Wierciła się momentami, nawet smoczka wypluła i  w którymś momencie sama go odnalazła. I spała dalej. Następna noc również przespana w całości!

Obecnie dni wyglądają tak, jakby butelki nigdy nie było. Nie ma ulubionego kubka, Nina prosi o napój, kiedy czuje pragnienie. Pije i odstawia. Żadnego noszenia ze sobą, żadnego dopominania się picia w sytuacjach kryzysowych. Ale jest jeden minus uwolnienia się od przyzwyczajenia: smoczek. Zdecydowanie częściej ląduje w ustach i tym mocniej musimy pilnować, aby odkładać go w trakcie zabawy czy spacerów. Na niego przyjdzie pora niebawem …

Problem udało nam się rozwiązać a mi nadal jest ogromnie wstyd. Z troski i moich irracjonalnych obaw praktycznie wcisnęłam rocznej Ninie butelkę w usta. Jeśli wyciszała się przy piersi a odrzuciła ją po 13. miesiącu, to co teraz? Jak będzie zasypiać? Przecież nadal musi pić mleko… Czy tylko mi się wydaje, że wszystkich nas – rodziców, wcześniej czy później opanowuje wszechobecny syndrom butelki? Broń Boże nie jestem przeciwniczką tej formy karmienia, ale trudno mi zrozumieć jedno. Dlaczego tak ciężko nam pojąć, że roczne dziecko bez problemów może pić ze zwykłego kubka, ew. takiego  z ustnikiem/słomką? Dlaczego normą jest, że większe maluchy dostają butlę z kaszką na dobranoc? To, czego nie udało mi się zrealizować z Antkiem, nadrobiłam z nawiązką z Niną. Zupełnie niepotrzebnie! Dlaczego nie zrozumiałam, że odstawienie się od piersi oznacza brak potrzeby a nie konieczność zastąpienia jej butelką?

Tak, jak każda mama, chciałam po prostu jak najlepiej. Opisując nasze doświadczenia pokazałam Wam, jak to się może skończyć. A wiem, że wiele z Was ma podobny problem. Nie jestem zwolenniczką panikowania i kierowania się ścisłym harmonogramem, który mówi, kiedy odstawić od piersi/smoczka/pieluchy itp. Każde dziecko może być na to gotowe w różnych momentach. I decyduje o tym wiele czynników, nie tylko wiek. Doskonale rozumiem, że rodzice obawiają się zmian, bo sami lubimy przewidywalność i … spokój. Wiem jednak, że pewne rzeczy przeciągamy dłużej niż to potrzebne. Dziecku, nie nam.

Straszenie Was nie było absolutnie moim zamiarem. Odstawienie może przebiegać łagodniej, ale dla dziecka to nadal rewolucja. Stres albo chociaż dyskomfort może okazywać na wiele sposobów. Jeśli macie podobny problem i zdecydowanie za daleko zagalopowaliście się ze smoczkiem czy butelką, rozważcie pożegnanie. Dzisiaj wiem, że najtrudniej podjąć decyzję i się jej trzymać. Cokolwiek się będzie działo, pamiętajcie o celu i bądźcie dla siebie wsparciem. Mogą Was czekać trudne chwile, ale dacie radę. Tak, jak my! Hurrrrra 😀

Ps. Jeśli nie czujecie się na siłach, aby zabrać się za to na własną rękę, to poszukajcie pomocy. Na rynku jest wiele specjalistów ds. snu dzieci. Pomogą Wam uporządkować cały dzień i będą wsparciem w trudnych chwilach.

(zdjęcie: flickr.com; autor: Donnie Ray Jones)

Previous Pielęgnacja skóry jesienią i zimą, czyli kosmetyki do zadań specjalnych!
Next Prezent, o którym marzy każda kobieta. Sprawdzone info :)

Suggested Posts

Gdy walizka dostaje drugie życie …

Na śniadanie.

Hello Monday!

Na śniadanie.

Jak zabić się skutecznie i bezboleśnie?

Pomysł na obiad: placuszki z cukinią i sosem jogurtowym.