O tym, jak rodzi się więź.


Podczas oczekiwania na kolejne dziecko, każdy rodzic ma jakieś, mniej lub bardziej mgliste wyobrażenie o tym, jak to będzie z dwójką (a potem może i z trójką, czwórką … a potem już chyba nie myśli w ogóle! ;)). Trosk, obowiązków, czasem tej codziennej frustracji, ale przede wszystkim miłości i radości będzie więcej – to jasne. Wielką niewiadomą jest zwykle reakcja starszego na to młodsze, zupełnie bezradne (dla starszego kompletnie bezużyteczne), budzące zachwyt u każdego członka rodziny. Czy zaakceptuje je i pokocha? Czy będzie zazdrosne, zaborcze i wrogie wobec młodszego rodzeństwa? Czy jest to coś, co można przewidzieć? Wielu na pewno próbuje.

Jeszcze kiedy byłam w ciąży a Antek przybiegał z czymś do mnie i się przytulał, słyszeliśmy komentarze: “Oj będzie mu ciężko, jak się pojawi drugie.” I faktycznie, w wielu przypadkach tak właśnie jest. Tylko, czy to kwestia wieku, przywiązania, przyzwyczajeń, osobowości czy może stopnia przygotowania na zmiany? Wszystkie punkty z wymienionych mogą mieć ogromne znaczenie, ale wcale nie muszą. Antek był i jest bardzo silnie emocjonalnie z nami związany, a do tego nieufny i bojaźliwy wobec nowych miejsc i ludzi – odczuwaliśmy to przez cały okres żłobka a nawet dzisiaj rozłąka dłuższa niż kilka godzin to temat bardzo trudny. Do tego był nie tylko jedynakiem, ale jedynym wnukiem dla obu rodzin, przyzwyczajony do bycia w centrum uwagi. A mimo to się udało. Nie nie powiem jednak, że moment pojawienia się Niny był łatwy.

Zbiegło się to z pierwszymi dniami w przedszkolu – wyglądały one inaczej a mnie pierwszy raz zabrakło podczas wieczornego czytania. Był płacz i tęsknota – również po mojej stronie. Szczęśliwie, po naszym powrocie ze szpitala, wszystko wróciło do normy a my płynnie wkroczyliśmy w nową dla nas rzeczywistość. O tych pierwszych tygodniach razem pisałam TUTAJ. Z kolei TU możecie przeczytać o tym, jak wyglądały nasze przygotowania Antka na pojawienie się siostry.

Minął niemal rok od naszych początków a relacje dzieciaków to jedna z tych rzeczy, które mogłabym obserwować bez końca. Ich wspólna codzienność jest bardzo zwyczajna i jednocześnie absolutnie cudowna dla mnie. Antek – poza wyjątkami – nie jest zainteresowany zabawą z nadal mało kumatą Niną i są momenty, kiedy chce pobyć sam na sam ze swoją coraz większą wyobraźnią. Z drugiej strony przynosi jej i pokazuje zabawki, zagaduje, spontanicznie podbiega i przytula. On ma swój świat – swoich bohaterów, swoje bajki, książki, zabawy z Dziadkami. A Nina jest tą młodszą siostrą, której pierwszym świadomie wypowiedzianym słowem było “ATEK”. Która pogina w jego kierunku na czworakach albo reaguje rozbrajającym uśmiechem na jego wygłupy. Jest tym małym szkrabem, przed którym on zbiera papierki (żeby nie zjadła) i któremu nie pokazuje klocków LEGO (również żeby nie zjadła, ale co gorsza – pogubiła!). I jest też małym chochlikiem, który czasami za mocno uszczypnie albo pociągnie za włosy.

Być może czasami jego upór i dramatyczne sprzeciwy są formą protestu albo chęci zwrócenia na siebie uwagi. Choć może to po prostu takie prawo wieku. Choć byśmy się bardzo starali, różnica 3,5 roku nadal jest zbyt duża, by traktować ich jednakowo w kwestiach egzekwowania pewnych rzeczy, wskazywania na konsekwencje czy po prostu zwykłego, codziennego objaśniania całego świata. Antek jest bystry i zauważa sytuacje, w których go o coś prosimy i mamy pretensje, gdy się sprzeciwia a tymczasem od Niny nie wymagamy niczego. To się zmieni i my to wiemy, ale on niekoniecznie.

Póki co obserwujemy, jak ich więź rozwija się i umacnia z miesiąca na miesiąc. I wspieramy, między innymi takimi pomysłami na zabawę 🙂 Może nadal nie wspólną, ale na pewno we własnym towarzystwie.

Większość zabawek pochodzi ze sklepu Tiger, na który napadłam podczas moich samotnych zakupów w Galerii Malta w Poznaniu. Zamiast myśleć wyłącznie o sobie, jak typowa matka, musiałam coś przywieźć dzieciakom. Na obronę przyznam się, że w sklepie sama czułam się jak dziecko 😀 Jak widzicie, znalazłam wiele ciekawych, wartościowych (i tanich) zabawek dla dzieciaków w wieku Antka (4 lata) i Niny (prawie 11 miesięcy). Autobus – piórnik, zeszyt z maskami do wykończenia, słoik – temperówka, kalejdoskop, zestaw do łowienia ryb, drewniane kręgle, lizaki i lody, papierowy las ze zwierzakami, proste puzzle, giętkie ołówki czy królik – lampka, świecąca różnymi kolorami. Dupereli mają tam od groma 🙂 Polecam, zwłaszcza jeśli chcecie dzieciakom kupić jakąś drobnostkę – niedrogą ale trwałą. Jestem pewna, że wszyscy będziecie się dobrze bawić. Sklepu online nie ma (Shame! Shame! Shame!), ale jest strona. A ponoć pod koniec sierpnia nowy Tiger we Wrocławiu!

Previous Life hacks, dzięki którym życie rodzica staje się prostsze.
Next Dzień, którego nigdy nie zapomnę.

Suggested Posts

Między faktem a fikcją, czyli burza wokół nowej ustawy antyaborcyjnej.

Witamy w naszej kuchni!

Antkowe myśli zebrane. Część 7.

Nasze wielkie mazurskie wakacje pod żaglami.

Tam, gdzie każdy dzień ma znaczenie …

Ulubione cytaty piwnookiej.