W tym miesiącu, podobnie jak w lipcu, przyłączam się do Wyzwania blogowego Uli Phelep. Zadania i tematy na bieżący tydzień są zupełnie inne, niż ostatnio. Liczę, że Was zainteresują i zainspirują. A ja cieszę się na kolejną porcję ciekawych blogów i wpisów. Dziś – zgodnie z planem – przedstawię Wam moją listę zadań na ostatnie dni sierpnia.

Prawda jest taka, że począwszy od maja żyję listami „TO DO” a wszystko podyktowane jest przede wszystkim ciążą i oczekiwaniem na Ninę. Pamiętacie moje wyzwanie na lipiec? Zakończyłam je z całkiem dobrym wynikiem. Rzeczywiście, spisywanie zadań ma swoje plusy. Nawet jeśli nie wszystko uda nam się zrealizować, wprowadzamy porządek w planach i analizujemy je pod różnym kątem. Nie wspominając już o mobilizacji, często całej rodziny. Jakkolwiek pożyteczna by ona nie była, nakładamy też na siebie ciężar w postaci mniej lub bardziej istotnego zadania, które będzie spoglądać nam przez ramię, aż nie odhaczymy go na liście. Wiem już, jakie to może być męczące.

Szczęśliwie jestem w tej sytuacji, że wszystkie ważne sprawy na mojej liście są już odhaczone. Musiałam kilka zadań co prawda wykreślić, bo w pewnym momencie chciałam załatwić dosłownie wszystko, tak jakbym z Niną miała zostać unieruchomiona na długie miesiące. Tak czy owak mam ten luksus, że moje zadania na końcówkę sierpnia to sprawy przyjemne, trochę egoistyczne i absolutnie nie związane z pracą domową. Najbliższe 13 dni chcę zatem wykorzystać na wszystko to, co będzie raczej niemożliwe (lub bardzo trudne) w pierwszych tygodniach z noworodkiem:

1. Wypoczynek: sen, drzemki i leniwe wieczory na kanapie.

2. Zakupy: żadnych list i załatwiania ostatnich sprawunków! Tylko ja i absolutnie bezużyteczne spacery po sklepach. (Tak swoją drogą wyłączyć myślenie pragmatyczne to bardzo trudne zadanie. Dzisiaj na przykład wpadłam z Antkiem do Tesco po jakieś owoc, ewentualnie małą zabawkę. Wyszliśmy z zapasem papieru toaletowego. Pomyślałam, że dobrze by było zaopatrzyć moich chłopaków na dni, kiedy mnie nie będzie).

3. Prezent: choćby coś małego, ale dla siebie. Żaden stanik do karmienia, żaden balsam na rozstępy. Być może jakaś książka?

4. Seans filmowy: może uda nam się jeszcze wyskoczyć do kina? Równie chętnie obejrzę jakiś film w domu, cały od początku do końca, nie przerywany przez małego ssaka 😉

5. Coś na ząb: ulubione miejsca już odwiedziliśmy, więc zostało jeszcze coś do zrobienia w domu. Domowa pizza, może jakieś ciasto? Coś, na co zapewne nie będę miała czasu/sił niebawem.

6. Antek: czyli jakaś niedaleka wycieczka albo wspólne zajęcie – tylko nasza trójka. Bo na to też zabraknie czasu w pierwszych tygodniach z Niną.

7. Blog: przygotowanie zaplanowanych wpisów, choćby o wnętrzach. Później wszystko mogą mi przesłonić pieluchy 😉

To jak? Przyłączacie się do zadania? Jeśli blogujecie i również bierzecie udział w wyzwaniu, załączcie link do wpisu w komentarzu.

(zdjęcie: www.flickr.com)