Ciąża – II trymestr.


ciąża drugi trymestr
II trymestr był już znacznie przyjemniejszy 🙂
Po pierwsze mdłości w końcu minęły, w 16. tc. Tydzień wcześniej, podczas badania USG pani doktor napomknęła, że nasza fasola może być chłopcem, ale podkreśliła, że za miesiąc będzie to bardziej pewne. I rzeczywiście, było :))
Kiedy znajomi pytali, co będziemy mieli, po usłyszeniu odpowiedzi zazwyczaj pytali, czy nie chcielibyśmy dziewczynki. Odpowiadaliśmy jak chyba wszyscy przyszli rodzice: “Nam to obojętne, najważniejsze, żeby było zdrowe”. I jest to faktycznie prawdziwa odpowiedz. Póki nie spodziewasz się dziecka, słysząc to myślisz sobie, że to takie dyplomatyczne paplanie, bo tak wypada, a w gruncie rzeczy każdy ma jakieś ukryte preferencje. I tak jest, póki się samemu nie zajdzie w ciążę, póki się nie zwiąże tej malej fasolki z konkretną osobą. Ja też w przeszłości sobie myślałam, jak to fajnie mieć córeczkę, można ją stroić (teraz wiem, że chłopaka też można stroić – po męsku ;)), przebierać, a później dzielić te wszystkie babskie sprawy, jak ciuchy, kosmetyki, ploteczki … Bo kiedy myślałam o chłopcu, moją obawą było (i nawet teraz jest), że kiedy dorośnie, będzie uciekał ode mnie, że nie znajdziemy wspólnych spraw, koledzy będą ważniejsi (dla każdego dziecka kiedyś się stają prawda?) i stracę z nim kontakt. Choć szczerze mówiąc nic nie gwarantuje, że z córką byłoby inaczej 🙂 W każdym razie, w czystej teorii bliższa mi była myśl o córce, a kiedy podczas badania dowiedzieliśmy się, ze będziemy mieli synka, nie odczulam śladu rozczarowania, ale też nie skakałam pod sufit z radości. Nie dlatego, że się nie cieszyłam. Po prostu na tym etapie płeć była już sprawą drugorzędną. Liczyło się, że maluszek jest zdrowy. Choć oczywiście była to wielka chwila, bo od tej pory miałam już jakieś wyobrażenie o naszej fasolce, zaczęliśmy też zastanawiać się nad ostatecznym imieniem. Co dziwne, wcześniej wypisaliśmy sobie imiona, które wchodziły w grę i spore problemy mieliśmy z żeńskimi. Chyba jedno udało nam się zapisać 😀 Nieśmiale wybraliśmy imię Antoni i choć nie byliśmy do końca przekonani, zaczęliśmy go używać i się przyjęli 🙂 I całe szczęście, mamy prawdziwego Antka w domu 😀
Po drugie, w tym czasie zaczął się odznaczać mój brzuszek. Był na tyle mały, że nie przeszkadzał w codziennych czynnościach, ale na tyle duży, że z dumą paradowałam po sklepach i bezwiednie go masowałam. Nie miałam problemów ze swędzącą skórą, żadnych śladów rozstępów, ale profilaktycznie codziennie stosowałam krem Mustela. Dopadały mnie czasami jakieś infekcje, stosowałam maści, globulki i codziennie szare mydło w płynie – polecam! Miałam też znacznie więcej energii i ochoty na zakupy czy sprzątanie. Powoli kompletowałam moją torbę do szpitala, segregowałam pierwsze zakupione ciuszki i te, które podarowała nam babcia, zakupiliśmy też łóżeczko, które złożone przez Macieja, stanęło w naszej sypialni.
W 21. tc, 15. grudnia po raz pierwszy poczułam ruchy maluszka! Bardzo delikatne kopniaczki, wyczuwalne również na dłoni, jakby ktoś pukał z drugiej strony. Dzień później poczuł to również Maciej. Bardzo fajne uczucie :)) Od tego dnia ruchy czułam już codziennie (rano, po obiedzie, około 20:00 i późno w nocy), choć oczywiście z czasem stawały się mocniejsze i w konkretnym miejscu. Nie mówiąc już o odkształceniach brzucha!
W 22. tc byliśmy na badaniu 3D. Nie było medycznego powodu aby je przeprowadzić, pani doktor nam zaleciła w celu wykluczenia nieprawidłowości, a sama nie dysponowała taka aparatura. Badanie wraz z płytą CD kosztowało 250 zł i mogę zapewnić, że było warte tej ceny. Po pierwsze lekarz wnikliwie zbadał maluszka, wszystko dokładnie wyjaśniał i pokazywał. Niewątpliwie nas to uspokoiło. Po drugie otrzymaliśmy płytę z nagraniem i biciem serca – bardzo mila pamiątka. Po trzecie udało nam się obejrzeć Antka, chociaż twarz skutecznie zasłaniał raczkami 🙂 Siedział sobie ze skrzyżowanymi nóżkami, lekarz ponownie potwierdził pleć. Gorąco polecam takie badanie, bo owszem – jest to fajna sprawa, zwłaszcza dla osób, które pierwszy raz zostaną rodzicami, ale przede wszystkim jest to badanie i jeśli przeprowadzane jest dokładnie (dobry fachowiec to kluczowa sprawa rzecz jasna), wiele rzeczy wyjaśnia i uspokaja. Sceptycyzm, oszczędność to fajne sprawy, ale dlaczego maja dotyczyć też malucha i tego wyjątkowego okresu, który trwa tylko 9 miesięcy i niekoniecznie może się powtórzyć?
Dieta: Zaczęłam przyjmować witaminy Femibion i szczerze polecam ze względu na przyzwoita wielkość, okupiona cena niestety 😀 Nadal jadłam większość rzeczy, uważałam na napoje gazowane i potrawy mocno przyprawione, bo czasami odczuwałam zgagę. Chociaż polubiłam wodę mineralną, co dziwne gazowaną 😀 Piłam też więcej niż dotychczas, chętnie jadłam jabłka, biały ser, jajka. Co do zachcianek, raz zobaczyłam w sklepie mandarynki i straciłam dla nich głowę 😀 Jadłam ich bardzo dużo, Maciej codziennie kupował siateczkę. Później doszła jeszcze sałata (za która wcześniej nie przepadałam). O matko, codziennie musiałam zjeść miseczkę do obiadu, z jakimś wyrazistym sosem 😀 Najlepiej gotowe mieszanki. Z czasem to minęło, ale mandarynki i sałata to po barszczu kolejne silne zachcianki.
Z utęsknieniem i niecierpliwością czekałam na Święta Bożego Narodzenia. Czułam się fantastycznie, nie chodziłam do pracy, cala energie mogłam poświecić na przygotowania i zakupy. I rzeczywiście były to wyjątkowe Święta, spędzone z moją rodziną i rodziną Macieja. Wiele wesołych godzin w sporym gronie, pyszne jedzenie, prezenty, mróz i śnieg 🙂 I niesamowita atmosfera oczekiwania na brzdąca. Biesiadowanie szybko dało o sobie znać w postaci dodatkowych kilogramów, w te grudniowe 4 tygodnie przybyło mi 4 kg! Na szczęście był to jednorazowy wyskok, winne i tak są nasze mamy i ich pyszności!
Nietypowa jak na mnie rzeczą był też mój nastrój w Sylwestra. Do tej pory, każdego roku, kiedy wybijała północ a ludzie z radością odpalali fajerwerki, nachodziła mnie melancholia, jakiś rodzaj smutku, że kolejny rok za nami, że to co minęło już nie wróci. Obce było mi uczucie, ze zostawiamy cos za sobą i z nadzieją witamy przyszłość. Tym razem zniosłam północ o wiele pogodniej i myślę, że Antek mógł mieć coś z tym wspólnego 🙂
W 24. tc przypętało się przeziębienie i totalnie mnie przybiło, również psychicznie. Katar, gorączka, ból gardła – nigdy tego dobrze nie znosiłam, ale przynajmniej mogłam połknąć dwa Gripexy i Fervex na noc. Teraz nic nie wchodziło w grę (poza herbatą z cytryna i miodem), a czułam się fatalnie :/ Bol gardła budził mnie w nocy a do tego martwiłam się, czy moje samopoczucie nie zaszkodzi Antkowi. Nie obyło się bez łez i marudzenia, Maciej dzielnie to znosił i mnie podnosił na duchu. Po kilku dniach bez poprawy skonsultowałam się z panią doktor i zaczęłam stosować Tantum Verde w spray’u. Pomogło, ale dość długo miałam jeszcze chrypkę i nieprzyjemna suchość w gardle. Na szczęście tylko raz mi się to przytrafiło w ciągu całej ciąży.
Podsumowując II trymestr był nie mniej przyjemny niż I, może nawet bardziej ze względu na ten widoczny brzuszek, kopniaczki maluszka, słowem namacalne dowody na obecność mojego lokatora 🙂 Pierwsze zakupy, cudowne Święta, przyjemny Sylwester, łóżeczko zgrabnie wpasowane w pokoju … Strasznie miło to wszystko wspominam. I to na tyle, że nawet paskudne przeziębienie tego nie zniszczyło.
ciąża drugi trymestr
Previous Ciąża - I trymestr.
Next Ciąża - III trymestr.

Suggested Posts

Bolesne karmienia, czyli co zrobić, gdy dziecko gryzie podczas jedzenia?

Moje miejsca w Sieci.

Hello Monday!

Ach śpij kochanie … snem długim i dobrym.

“Fru!”

Jest co świętować! Efekty odchudzania po 6 miesiącach.