W kurorcie.


W minioną niedzielę, czyli w dniu, w którym wszystko leciało nam z rąk a mąż był bliski złamania palca, postanowiliśmy poszukać tej wyczekiwanej wiosny. Pogoda za oknem była diabelsko myląca – pełne słońce, minimalny wiatr  … i całe 5 stopni na plusie. Musieliśmy jednak wyjść z domu, oderwać się choć na chwilę od spraw, ruszyć cztery litery. Padło na prawdziwy kurort – z sanatorium, klasztorem Franciszkanów, zabytkowymi wiatrakami, punktem widokowym oraz oczywiście z całkiem fajnym jeziorem i bazą noclegową. Do tego oddalony od nas jedynie o 12 kilometrów. Rzut beretem, co miłe zwłaszcza latem, kiedy zatęsknimy za iście wakacyjną atmosferą.

Letnisko w Osiecznej doskonale wpisuje się w wakacyjny klimat. Teraz jest jeszcze uśpione, ale wystarczy wyobrazić sobie gwar i ścisk na plaży, zapachy gofrów, frytek i balsamów do opalania; dzieci bawiące się w wodzie, jeżdżące na małych pojazdach za 5 zł i suszące się ręczniki, wszędzie ręczniki 🙂 Jeszcze trochę i to miejsce powoli zacznie budzić się do życia – parking przestanie straszyć wolnymi miejscami, drzewa dadzą upragniony cień a przy domkach zaczną krzątać się właściciele. I my znów tam zawitamy, pierwszy raz w czwórkę 🙂

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC
SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Previous Na śniadanie.
Next Antkowe myśli zebrane. Część VI.

Suggested Posts

Małe zmiany, istne rewolucje i wrześniowy nokaut.

Z tego powodu nie smucę się, że dzieci dorastają.

Pudełko beGlossy – naprawdę warto?

Chyba byłam grzeczna, czyli moje prezenty gwiazdkowe.

Antkowe myśli zebrane część 8.

Na śniadanie.