To już rok!


Minął okrągły rok odkąd założyłam bloga i opublikowałam pierwszy tekst. Całe 12 miesięcy, 52 tygodnie, 365 dni myślenia o wpisach, o tematach, które chcę poruszyć i miejscach, rzeczach lub ludziach, które i których chcę pokazać. Oczywiście to tak w przybliżeniu, bo przecież w swoim życiu – żony i podwójnej mamy – muszę (i potrzebuję) czasami myśleć o czym innym 😉 Jeśli jednak mieliście kiedyś pasję, która pochłaniała dużą część Waszego życia, to tak jest właśnie z blogiem.

Blog jest moją pasją. Gdyby nią nie był, nie wytrwałabym roku (ba, miesiąca!) w regularnym pisaniu. Nie myślałabym o nim podczas mycia okien czy sortowania prania. Nie poświęcałabym tyle czasu na wpisy i zdjęcia, często odkładając wieczorny relaks i seans na później. Po prostu nie byłabym zdolna do takiej pracy. Owszem, blogowanie to nie przerzucanie węgla, ale to też nie teksty pisane na kolanie i zdjęcia wrzucane od niechcenia. Jak każda pasja, do której podchodzimy poważnie, również blogowanie wymaga naszej uwagi, czasu, wysiłku i samodyscypliny.

Pierwsze opublikowane teksty dotyczyły mojej pierwszej ciąży i porodu. Spisałam je dwa lata wcześniej z czystej potrzeby zachowania wspomnień. Umieściłam na platformie tumblr.com. Wtedy nie miałam jeszcze żadnych planów związanych z blogowaniem. W każdym razie nie regularnym, nie publicznym. I nawet kiedy teksty przeniosłam później na blogspot.com, nie wiedziałam tak dokładnie, o czym będę pisać. Wiedziałam o czym chciałabym pisać, ale szybko okazało się, że co jednym przychodzi łatwo, dla mnie było niemal niemożliwe. Jestem osobą, która musi przywyknąć do ludzi, aby poczuć się wśród nich komfortowo i swobodnie. Bez tego otwarte, szczere pisanie jest bardzo trudne. Nie niemożliwe, ale moim zdaniem stanowi spore wyzwanie. Sztuka polega na znalezieniu swojego sposobu na bloga. Robienie czegoś wbrew sobie byłoby początkiem końca.

Czy zatem ja znalazłam swój sposób? Myślę, że tak, choć blog – podobnie jak jego autor – przechodzi nieustanne zmiany. Dziś na wiele tekstów nie jestem jeszcze gotowa, ale zmierzam w ich kierunku. Od początku piszę jednak o tym, co mnie ciekawi i porusza. Przeplatam migawki z życia mojej rodziny, z przydatnymi radami mamy, która ma już pewną wiedzę i doświadczenie w temacie ciąży i wychowania dzieci. Choć zawsze wkładam wiele wysiłku w to, aby moje teksty były rzetelne i ciekawe, nie jestem ekspertem i zwykle odsyłam Wam do ludzi mądrzejszych ode mnie 🙂 Lubię dzielić się tym, co budzi pozytywne emocje i inspiruje. Jeśli natomiast decyduje się na poruszenie trudnych tematów, trzy razy się zastanawiam, zanim wygłoszę jakąś opinię. Jest też wiele tematów, które wolę przemilczeć, bo nie chcę przyciągać Waszej uwagi kontrowersją i aktualnymi, gorącymi dyskusjami. Wierzę w siłę pozytywnych emocji i to chyba cale sedno 🙂

Miniony rok obfitował w wiele takich pozytywnych emocji: po pierwsze narodziny Niny a po drugie znacząca zmiana, jaka zaszła we mnie. Bo blogowanie nie odbywa się w próżni. To również poznawanie świata oczami autorów, których czytam regularnie. To zachwycające odkrycia, nauka, motywacja i mobilizacja do dalszego działania. Gdyby nie blog, pewnie nigdy bym nie poznała świetnych, serdecznych ludzi i fantastycznych miejsc – pięknych i edukujących blogów. Zdziwiłam się bardzo, jak wiele jest dookoła młodych, zdolnych i mądrych ludzi. Wielu takich, którzy na własnym przykładzie pokazują, że warto zawalczyć o własne marzenia a z pasji uczynić jeden z ważniejszych filarów życia.

W tym duchu jestem niesamowicie dumna z tego miejsca, mojego bloga. Wierzcie lub nie, ale nawet po roku dziwnie jest nazywać siebie “blogerką”. Nie wiem, z czego to wynika, ale tak jest. Wiem natomiast, że dotychczasowe 247 wpisów nie wzięło się znikąd. W każdy z nich włożyłam wiele serca i czasu – przez mój perfekcjonizm czasami więcej niż powinnam. Jeśli akurat nie piszę, to przygotowuję zdjęcia, koresponduję w sprawie któregoś z projektów albo zwyczajnie czytam lub szukam informacji w temacie, który chcę opisać. Lista spraw nigdy nie jest pusta. I jak pisałam – gdyby nie ogromna przyjemność i satysfakcja z tego, co robię, nie mogłabym pracować tak intensywnie. We wszystkim pomaga oczywiście urlop macierzyński. W przyszłości połączenie pracy, blogowania i obowiązków domowych będzie dla mnie wyzwaniem.

Póki co korzystam z bardzo komfortowej sytuacji i niemal cały mój czas wolny poświęcam na pisanie. Prócz samych osobistych tekstów czy zdjęć, to również wspomniane projekty, współprace komercyjne lub udział w akcjach charytatywnych. Do tej pory udało mi się uczestniczyć lub zainicjować projekty takie jak:

Blog nie istniałby bez Was. Gdyby nie to, że jesteście, czytacie i często piszecie pozytywne opinie o blogu, już dawno zwątpiłabym w sens pisania. Zasięg bloga rozwijał się powoli, przede wszystkim dzięki systematycznej pracy i poruszanym tematom. Przez rok zawitało do mnie ponad 80 000 osób, z czego ponad połowa tylko w ostatnich 3 miesiącach! Na chwilę obecną blog zaliczył prawie 159 000 odsłon! Ja wiem, że takie liczby niektórzy “wykręcają” w miesiąc (a nawet w tydzień!). Dla mnie to liczba absolutnie kosmiczna, zwłaszcza jak przypomnę sobie niełatwe początki. Dziękuję Wam za każdy komentarz, za każdy kciuk w górę i za każde udostępnienie mojego wpisu. Każdy Wasz ślad dodaje skrzydeł, to wiatr w żagle albo niemy komentarz “Ale fajne!”. O tym, jak ważny jest Wasz odzew pisał już Michał Górecki – człowiek orkiestra (michał-górecki.pl, mikemary.pl i jeszcze parę innych ):

Słowem – nie bój się lajkować. Owszem, nie komentuj gdy nie masz nic do powiedzenia 😉 ale lajk nikomu nie zaszkodzi. A może pomóc. Oczywiście tylko jeśli rzeczywiście doceniasz to co zostało napisane.

Bo… tu może zszokuję część osób, I LIKE IT wcale nie oznacza po polsku LUBIĘ TO. To po angielsku PODOBA MI SIĘ TO. Choć błędne tłumaczenie pewnie pozostanie już z nami na zawsze.

Dziewczyna może mi się podobać na pierwszy rzut oka. I like her. Ale wcale nie oznacza to, że ją lubię. Jak mogę ją lubić, skoro jej nie znam? 😉

A więc podoba ci się – kliknij. Nie musisz tego kochać. Ubóstwiać. Wielbić. To po prostu „good job!”. A naprawdę nic nie dodaje wiatru w skrzydła jakiemukolwiek twórcy w sieci (i nie tylko w sieci) jak aprobata.

Dzięki!

No właśnie – DZIĘKI! Za ten pierwszy rok 🙂

(zdjęcie: flickr.com; źródło: michal-gorecki.pl)

Previous Wielkanoc.
Next Koktajlowa rozpusta!

Suggested Posts

Hello Monday!

23 inspiracje na dekoracje jesienne – proste i urzekające pomysły!

HITY lutego.

3-2-1 … Akcja!

Czy badanie USG w ciąży jest bezpieczne dla dziecka?

Moje biuro domowe.