O tym, dlaczego tak ciężko wytrwać w postanowieniach. I wyzwanie dla Ciebie!


Koniec roku, Sylwester i nadchodzący początek sprzyjają deklaracjom i zrywom ku zmianie i walce o lepszą wersję siebie. Nie znam człowieka, który nie chciałby zmienić czegoś w sobie, żyć inaczej, bardziej. Zdrowiej, wolniej, w bardziej zorganizowanych warunkach i w lepszym otoczeniu. Nie wszyscy postanawiają coś na nowy rok i ja do tej pory też nie miałam jakoś potrzeby, aby mgliste plany i marzenia ubierać w konkretne słowa. Pójście na tzw. “żywioł” to też jakaś metoda. Rok temu było inaczej i najwyraźniej odczułam potrzebę zmiany, poprawy swoich nawyków, które coraz bardziej zaczęły mi ciążyć. Stworzyłam – jak mi się wtedy wydawało – bardzo konkretną listę i byłam zdeterminowana, aby bilans kończącego się roku był na dużym plusie. I co? I nic! Z przeważającą większością poległam i dzisiaj już wiem, dlaczego.

Ostatnio zwróciłam uwagę na samo słowo “postanowienie”. Widzicie, jakie jest ogólne i jak jego znaczenie oddala nas tak naprawdę od sukcesu? Bo tak naprawdę wielu z nas postanawia sobie całą listę działań i na tych postanowieniach się często kończy. Jednym ten jeden krok wystarczy – oczyszczenie z okazji nowego roku i poprawa samopoczucia już ze względu na posiadanie planów. “Będę żyła zdrowiej! Jej!”. Inni z kolei mają silną wolę wdrażania kolejnych punktów w życie, nawet wkraczają bojowo w styczeń, ale nie mają ani konkretnego planu ani dobrych narzędzi, aby te postanowienia na dobre zrealizować.

Jestem tego najlepszym przykładem. Założyłam sobie poprawę życia w kilku dziedzinach: nie marnowanie czasu na pierdoły (poprzez zbyt częste zaglądanie na Facebooka albo skakanie po kanałach w poszukiwaniu czegoś ciekawego), oglądanie więcej wartościowych filmów (w tym dokumentalnych), spędzanie wieczorów na czytaniu dobrych książek, wykorzystywanie okazji, by więcej się ruszać. Bla, bla, bla. Przyznacie, że plany miałam szczytne, ale naprawdę mało konkretne. Na nich poprzestałam, spodziewając się chyba, że ciekawy dokument sam spadnie mi z nieba, a rozpoczętą książkę kiedyś tam przecież dokończę.

Do realizacji postanowień wybrałam najgorszy sposób z możliwych – poprzestałam na planach i nie zrobiłam nic więcej licząc, że samo się to jakoś ułoży. Wystarczy, że będę pamiętać i chcieć. Tak to niestety nie działa, bo sami wiecie, że życie się rozpędza i w natłoku obowiązków, zdarzeń i problemów, tracimy z oczu nasze plany.

W tym roku podeszłam do sprawy inaczej. Po pierwsze, nie traktuję moich planów w kategorii postanowień, tylko CELÓW. Nie chcę sobie czegoś postanawiać, chcę dany plan zrealizować. Przyznacie, że słowo “cel” brzmi inaczej – określa dotarcie do punktu, który sobie obierzemy. To zdecydowanie bardziej stanowcza deklaracja.

Po drugie, zrezygnowałam z dużych, dość ogólnych celów na rzecz pośrednich (czyli mniejszych), ograniczonych czasowo. Metoda małych kroków jest świetna, bo pozwala osiągnąć mini-sukces wcześniej a to z kolei dobrze motywuje do dalszej pracy. No i nasze cele nie są jakąś odległą perspektywą, tylko znajdują się tuż pod naszym nosem. Cel “Muszę zrzucić 20kg w tym roku” brzmi przytłaczająco, ale już cel “- 5kg w kwartał” znacznie lepiej. Dzięki temu eliminujemy czynnik demotywujący, czyli świadomość ogromu pracy i czasu, potrzebnych do realizacji dużego celu.

Po trzecie, staram się stawiać sobie realistyczne cele. Mogłabym założyć, że będę wstawała na godzinę przed rodziną, żeby przygotować się na dzień i w spokoju wszystko zaplanować. Szczerze nie cierpię tej porannej gonitwy i dzielenia uwagi między szykowaniem dzieciom kakao a skupianiem się na makijażu oka. Z drugiej strony znam siebie i wiem, że z moją naturą sowy i masą zadań odkładanych na wieczór, w życiu nie zdołam położyć się przed 23:00. Jeśli moim celem jest lepsza organizacja dnia (lub np. poranka), muszę zmiany organizacyjne dopasować do możliwości i warunków. Czyli np. przygotowanie początku dnia już poprzedniego dnia wieczorem.

Po czwarte, nie kategoryzuję celów, z góry odrzucając te łatwe, banalne i mało wyszukane. Czasami coś wydaje nam się zbyt proste i oczywiste, aby zasłużyło na miano zmian noworocznych. A ja myślę, że trzeba doceniać każdą zmianę na lepsze i cieszyć się nawet z najmniejszego sukcesu. Im więcej będziemy odhaczać z listy, tym bardziej będziemy się nakręcać na pozostałe zadania. Jeśli rezygnacja ze słodyczy wydaje się górą nie do przeskoczenia, można np. zacząć od herbaty/kawy bez cukru. Mała rzecz a cieszy, prawda?

I po piąte, analizuję i spisuję swoje cele. Na spokojnie. Planuję małe kroki, mając przed oczami nadrzędny cel. Oceniam, co będzie mi potrzebne w realizacji zadań i kiedy będzie na nie najbardziej korzystny czas. Czy wiecie, że podobno spisanie zadań na papierze zwiększa szansę ich powodzenia o 48%? I znów, zdrowe odżywianie można rozplanować sobie w pierwszym miesiącu na kroki – stopniowe rezygnacje i stopniowe zmiany.

Cały czas jestem w trakcie spisywania i planowania, dlatego dziś jeszcze nie jest czas, aby podzielić się z Wami moimi celami na 2018, ale zrobię to. Dziś pokażę Wam ciekawe wyzwanie dla wszystkich tych, którzy w tym roku chcą czytać więcej książek i to takich, które wykraczają poza literaturę dziecięcą 😉 Zobaczcie, jak ciekawie można podejść do zadania! “X książek na rok” to niby konkret, ale w sumie nadal mało przemyślany. Poniżej lista 26 ciekawych kategorii, które naprowadzą was na wybór pozycji. Jak Wam się podoba? Mnie strasznie zachęca 🙂

Wyzwanie – 26 książek w 2018 roku!

  • książka z Twojego dzieciństwa
  • książka wydana 100 lat temu
  • książka polecona przez najstarszego członka rodziny
  • książka, którą czytałaś/czytałeś w szkole
  • książka, która ma ponad 500 stron
  • książka, której autor nie jest pisarzem
  • biografia
  • dziennik
  • książka, którą przeczytasz w jeden dzień
  • książka, której tytuł to jedno słowo
  • książka napisana przez kogoś młodszego niż Ty
  • książka, która została przeniesiona na ekran
  • książka, napisana przez kobietę
  • książka napisana przez mężczyznę
  • książka wydana w 2018 roku
  • książka, która była kiedyś zakazana
  • książka, z numerem w tytule
  • książka, której treść wzbogaci któraś dziedzinę Twojego życia
  • książka, której fabuła rozgrywa się w Twoim mieście/regionie
  • książka o miejscu, które chcesz odwiedzić
  • książka nagrodzona w 2016 roku
  • książka przetłumaczona z innego języka
  • książka historyczna
  • album

Kto się pisze na wyzwanie? Ja już zaczęłam!

(zdjęcie: flickr.com; autor: Giulianna Gadelha)

Previous Piwnooka 2016.
Next W biały dzień wyniosłam je z sklepu!

Suggested Posts

Moje dziecko już umie wykonać tę ważną rzecz. A Twoje?

Rok Niny – ta dziewczyna dopiero się rozkręca!

Wielkanoc.

Rodzinne wakacje na Majorce – miejscowość, plaża i hotel na medal!

Tata Antka fajny jest!

10 rzeczy, które chcielibyście o nas wiedzieć, ale baliście się zapytać ;)