Fundusze Europejskie – wcale nie tak prosta kasa do wzięcia! Nie w Lesznie.


Straciłaś właśnie pracę,  bezskutecznie szukasz nowego zajęcia albo coraz odważniej myślisz o porzuceniu etatu? Chcesz z pasji uczynić swoją pracę, połączyć życie zawodowe z rodzinnym? W Twojej głowie kiełkuje pomysł założenia działalności gospodarczej? Koniecznie przeczytaj ten tekst! Dzielę się w nim moim doświadczeniem w ubieganiu się o wsparcie finansowe z urzędu pracy. To, co wiem dzisiaj a to, co wiedziałam przychodząc pierwszy raz do urzędu to niebo a ziemia! Nie życzę Ci, aby Twoje starania wyglądały podobnie i nawet jest duża szansa, że będziesz miała więcej szczęścia. Dlaczego? Już wyjaśniam.

W moim przypadku sprawa nadal jest w toku i początkowo chciałam poczekać z tekstem do jej zakończenia, ale trwa obecnie weekend Funduszy Europejskich a to idealny moment na chwilę prawdy. Wszystko, co wiem dzisiaj mogę podsumować jednym zdaniem: W teorii wszystko brzmi pięknie, w praktyce może się zdarzyć wszystko.

Ale od początku.

Jeśli planujesz założyć działalność gospodarczą, możesz liczyć na wsparcie finansowe ze strony urzędu pracy. Pierwszym krokiem jest uzyskanie statusu osoby bezrobotnej, co również obwarowane jest pewnymi zasadami. Zasady te, jak i aktualną wysokość kwoty możesz sprawdzić na stronie swojego urzędu. Te informacje są zazwyczaj bardzo przejrzyste. Po pierwszych formalnościach, zostaniesz wysłana do przypisanego Tobie doradcy klienta. I tu zaczynają się schody.

Moim podstawowym błędem był fakt, że całkowicie zaufałam doradcy. Spotkałam się z nim wiedząc jedynie, że kluczowy jest moment złożenia wniosku. To czas, kiedy urząd posiada już środki na udzielanie dotacji a złożonych wniosków jest niewiele. Nabory są zazwyczaj pozakonkursowe a więc znaczenie ma kolejność składania wniosku. W pozostałych kwestiach byłam zielona i kompletnie nieświadoma zawiłości dotyczących dofinansowania. Uznałam, że jeśli poinformowałam doradcę, iż moim celem jest ubieganie się o wsparcie finansowe dla założenia działalności gospodarczej, on pokieruje mną już konkretnie w tym temacie.

Tak się nie stało. Poza standardową procedurą przeprowadzenia ankiety i przygotowania Indywidualnego Planu Działania, doradca nie potrafił odpowiedzieć mi na pytanie, czy mam się spieszyć z wnioskiem i czy zainteresowanie jest duże. W tej mojej naiwności uznałam, że skoro pracownik urzędu, niejako mój opiekun, nie mówi mi: “Pani, składaj Pani wniosek i to szybko!” to mam czas na solidne przygotowanie dokumentu. A musisz wiedzieć, że najczęściej wypełnienie formularzy zleca się firmom, bo to nie jest kwestia jednego wieczoru. Wniosek zawiera krótką prezentację planowanej działalności, biznes plan i kilka zaświadczeń.

Wtedy nie interesowało mnie źródło finansowania, zatem ja nie pytałam o szczegóły a urzędnik nie wyjaśnił, że są różnice między środkami krajowymi a tymi z Europejskiego Funduszu Społecznego i programów unijnych. Tak po prawdzie, pilnowałam terminu, przyłożyłam się do wniosku to nie widziałam potrzeby wiedzieć więcej. To znaczy, nie wiedziałam, że powinnam wiedzieć więcej. A to był duży błąd, którego nie powinnaś popełnić.

Równolegle z wizytą u doradcy, wykonaj swoją robotę. Przeszukaj stronę www urzędu pracy, Biuletyn Informacji Publicznej aby dowiedzieć się, jaki projekt jest aktualnie realizowany. Na stronie mojego urzędu, taka informacja pojawiła się z opóźnieniem, więc sprawdź kilka źródeł. Możesz także skorzystać ze strony Funduszy Europejskich i wyszukać odpowiednie projekty (np. dla ludzi powyżej 30 roku życia, z woj. wielkopolskiego). Znając już nazwę projektu, sprawdź jego wytyczne (wyszukane projekty odsyłają do dokumentów, z których dowiesz się, jaki program realizowany jest przez dany projekt) czyli grupę docelową, do której jest on skierowany. Jeśli coś jest dla Ciebie niejasne, po dalsze informacje udaj się także do Lokalnego Punktu Informacyjnego Funduszy Europejskich. Pracownik punktu opowie Ci o innych formach wsparcia, bo dotacja w urzędzie pracy to tylko jedna z opcji. Na końcu wróć do doradcy a najlepiej od razu zapukaj do działu, zajmującego się dotacjami i upewnij się, że kryteria projektu urzędu pokrywają się z kryteriami projektu i programu. W teorii powinny być takie same, bo nie są brane z głowy na spontanie a mają realizować obrane wskaźniki, ale …

I tu zaczyna się cała “zabawa”.

W moim przypadku okazało się bowiem, że urząd ograniczył kryteria i usunął akurat to, które ja spełniam. Gdybym nie drążyła tematu, nie wiedziałabym, dlaczego doszło do ograniczenia i kto podjął decyzję o wykluczeniu którejś z grup. Okazało się, że wszystkiemu winne są okrojone fundusze i brak wsparcia ze strony państwa (czyli brak środków krajowych). Ale jak dowiedziałam się w punkcie informacyjnym, w takim przypadku ilość dotacji powinno się ograniczyć proporcjonalnie każdej z grup a nie wykluczać którąś zupełnie. Brzmi logicznie i sprawiedliwie.

Gdybym nie zorientowała się w temacie na własną rękę, temat zakończyłby się dla mnie wraz z pismem o decyzji komisji, która mój wniosek oceniła negatywnie. Dlaczego? Bo nie jestem osobą długotrwale bezrobotną, nie posiadam niepełnosprawności i niskich kwalifikacji. Część merytoryczna wniosku nie miała żadnego znaczenia!

Proces oceny wniosków w każdym urzędzie pracy może wyglądać inaczej. Nawet w tym samym województwie. Koniecznie zorientuj się, jak to wygląda u Ciebie. Na stronie urzędu powinny być procedury oceny wniosków. I tak mamy oto Poznań czy Kościan, gdzie trzeba chociażby odbyć szkolenie a wniosek oceniany jest merytorycznie (biznes plan, konkurencyjność na rynku lokalnym, zainteresowanie produktem/usługą – przejrzysty system punktowy). Natomiast w Lesznie wystarczy przez być min. 12 miesięcy bezrobotnym albo zakończyć edukację na szkole średniej. Fakt, że masz pomysł na siebie oraz pracujesz i rozwijasz się w danej branży, nie ma kompletnie znaczenia. Ciężko mi ukryć żal z tego powodu.

Jaki z tego wniosek? Jako petent co prawda niewiele możesz, bo nawet od wspomnianego pisma nie przysługuje Ci prawo do odwołania. Jeśli kwestionujesz ocenę czy pracę komisji, masz związane ręce. Natomiast zbierając informacje o bardzo ważnych kwestiach, możesz zaoszczędzić dużo czasu i nerwów. Bo nie możesz liczyć, że urząd powie Ci, że nie masz sobie zawracać głowy dotacją, skoro nie masz szans jej uzyskać. W teorii każdy ma prawo złożyć wniosek, tego urząd się trzyma. O prawie obywatela do rzetelnych informacji niestety zapomniał.

Nie mogę zrozumieć, jak to możliwe, że dokument o realizowanym projekcie, znaleziony w wielu miejscach  w Internecie, podaje te same wytyczne. Ba! Nawet strona urzędu pracy je podaje w niezmienionej liczbie, ale pracownicy urzędu twierdzą co innego. Przecież to jest notoryczne wprowadzanie w błąd.

Po tych wszystkich bardziej lub mniej przyjemnych rozmowach, które odbyłam, odnoszę wrażenie, że postawa urzędu jest jedna: im mniej petent wie, tym lepiej. Składasz wniosek, nie wiedząc w jakim projekcie. Nie wychodząc z inicjatywną, nie poznasz kluczowych kryteriów (a to co na stronie okazuje się nieaktualne) i nie będziesz wiedziała, kiedy rusza nabór (tj. od kiedy urząd dysponuje środkami). A na końcu dostaniesz pismo z ogólną informacją.

Nie mogę pominąć też żalu, że w moim urzędzie dotacje sprowadzają się do wypchnięcia trudnych przypadków na rynek pracy, byleby tylko w dokumentacji wszystko pięknie wyglądało. Powiedz mi, kim jest człowiek, który przez 12 miesięcy nie znalazł pracy? Jak on ma nagle wpaść na pomysł na siebie i pieniądze z dotacji zamienić na dobre źródło stałego dochodu? A musisz wiedzieć, że taka działalność musi być prowadzona conajmniej przez rok, w przeciwnym razie dotację trzeba zwrócić. Rozumiem, że ktoś taki objęty jest opieką urzędu, odbywa kursy i szkolenia, podnosi kwalifikacje. Dopuszczam do siebie scenariusz, że wykorzystuje te miesiące bez pracy, aby wyspecjalizować się w nowej dla siebie branży i odnosić późniejsze sukcesy. Ale czy komisja bierze pod uwagę cokolwiek innego niż fakt, że to osoba długotrwale bezrobotna?

A co z niskimi kwalifikacjami? Do nich zaliczane jest m.in: wykształcenie średnie zawodowe i zasadnicze zawodowe. A czy nie jest tak, że w naszym kraju najbardziej brakuje właśnie fachowców z konkretnymi umiejętnościami? Jednak dość kuriozalne jest dla mnie twierdzenie, że osoba z tytułem magistra ma większe szanse na znalezienie pracy niż murarz. No ale to takie moje gdybanie dla gdybania.

Zatem widzisz, przygotowanie i złożenie wniosku to jedynie czubek góry lodowej. Naiwnie sądziłam, że u mnie pójdzie to szybko i bez niespodzianek a tymczasem cała sprawa przerodziła się w mityczną puszkę Pandory. Nie złożyłam jeszcze broni i zapukam do każdych możliwych drzwi, aby dotrzeć do wyjaśnienia wszelkich znaków zapytania.

Aktualizacja: 3 tygodnie po opublikowaniu wpisu sprawa ma swój finał! Złożyłam stosowne pismo i wymieniłam w nim wszystkie moje zastrzeżenia. Mój wniosek został ponownie rozpatrzony oraz oceniony pozytywnie 🙂 Hurrra! Nawet nie wiecie, jak cieszę się z tego, że mój czas i stres nie poszły na marne. Walczyłam do końca, zwróciłam się każdej możliwej instancji i jak widać – było warto! Może nie każdy przypadek będzie taki, jak mój, ale nie poddawajcie się i korzystajcie z każdej dostępnej możliwości.

Previous Jeśli dbasz o bezpieczeństwo swojego dziecka, to rób to dobrze!
Next Wiosenno-letnia wyprzedaż szafy Niny.

Suggested Posts

Oczyszczanie powietrza – te 14 roślin ci w tym pomoże!

Zaczęło się!

Tam, gdzie każdy dzień ma znaczenie …

Jak dobrać stanik, czyli tajniki brafittingu dla każdego.

Karny jeżyk to nie klaps!

Wszystko, co musisz wiedzieć o manicure hybrydowym.