Jak nie żreć i w końcu schudnąć? Oto mój sposób!


Masz silną wolę i motywację, żeby zrzucić parę kilo do lata, albo przynajmniej do Sylwestra? Masz! Wiesz, co powinnaś jeść, czego unikać a czego w ogóle nie ruszać? Wiesz! Znasz już to uczucie satysfakcji, gdy spodnie robią się luźniejsze a Ty czujesz moc? Znasz! A jednak każdego wyznaczonego dnia polegasz i nie potrafisz sobie odmówić jedzenia. Raz zapominasz o diecie, innym razem skubiesz “tylko kawałeczek” a czasami na ogromnym głodzie rzucasz się na jedzenie. A potem rezygnujesz i przekładasz dietę na kolejny dzień/tydzień/miesiąc. Znasz to? Ja aż za dobrze!

7 miesięcy i 22 kg – mój wynik jest naprawdę świetny i jestem z siebie mega dumna! Mogłam nie robić nic, bez ograniczeń wpieprzać smakołyki i w nieskończoność przekładać zmiany, o których skrycie marzyłam. Mogłam sobie wmawiać, że kocham się w każdym rozmiarze i dlaczego w ogóle mam sobie odmawiać przyjemności? Na szczęście w końcu zacisnęłam zęby!

Byłoby pięknie, gdyby raz znaleziona motywacja, wystarczyła już na zawsze. Niestety jak już kiedyś pisałam, praca nad zrzuceniem kilogramów to ciągła walka. Raz jest łatwiej, raz potwornie trudno. Robisz sobie dzień folgowania, sięgasz po ciasto i czujesz majaczenie wyrzutów sumienia. Potem wstajesz następnego dnia i wątpisz w narzucony sobie rygor. Nie chcesz już sobie odmawiać i zagłuszać ochoty na przyjemności. Regularnie zadajesz sobie jedno pytanie…

Jak nie żreć?!

Najprościej, jak tylko można – nie żreć i tyle! Powiedzieć sobie “NIE”. Bez zbędnego analizowania i negocjacji. Bez rozpamiętywania, jak wielką masz ochotę i jak bardzo uszczęśliwi Cię choć jeden kęs. Motywacja jest ważna – zdjęcie na lodówce, olśniewająca kiecka w szafie, wykupione wczasy w słonecznym raju … Tylko co z tego, jeśli bikini można nastąpić maskującym tankini a sukienka w większym rozmiarze zawsze się znajdzie? O wiele ważniejsze jest zrozumienie, że podjadanie to nawyk. Nic więcej. Ciacho do kawy, przekąski podczas wieczornego seansu, nawet jedzenie pod tzw. “korek” – to przyzwyczajenia, które można pokonać. Jestem najlepszym przykładem na to, że po kilku dniach przestawia się głowa i ciało.

Jestem zdecydowana przeciwniczką chrupania zdrowych przekąsek – marchewek, kukurydzianych chlebków, suszonych owoców/warzyw. Owszem, to zawsze lepsza alternatywa dla chipsów, ale to nadal utrwalanie nawyku! Uwierz mi, jeśli przez kilka dni będziesz się pilnować, w końcu zauważysz zmianę. Bez orzeszków czy czekolady praca może iść tak samo sprawnie a posiłek bez pieczywa/ziemniaków/makaronu może być tak samo smaczny i sycący. Kiedy już przebrnie się przez najtrudniejszą fazę, jest dużo prościej.

Dlatego, jeśli chcesz zawalczyć o mniejszy rozmiar, zacznij od jutra! Zmuś się do tygodnia ograniczeń a gwarantuje Ci, że to da pierwsze efekty. Nie wpadaj w pułapkę przygotowań, specjalnych diet i jadłospisów. Na to zawsze przyjdzie czas, jeśli to akurat będzie Ci potrzebne. Narazie wszystko, co niezbędne do zmiany, jest w Twojej głowie.

(zdjęcie: express.co.uk)

 

Previous Zabawa, którą pokochają dzieciaki! Przekonaj się, dlaczego.
Next A Ty kochasz swoje dziecko? Zrób test!

Suggested Posts

Zrób sobie dobry rok! Oto mój pomysł :)

Rzecz, której nigdy tej pielęgniarce nie zapomnę.

Wyjście smoka, czyli sposób na nie zawsze łatwe pożegnanie.

Czasami dobrze jest się wyrwać.

HITY kwietnia.

Odkrycia, których tylko mama może dokonać.